KOŚCIÓŁ REDEMPTORYSTÓW ŚW. MIKOŁAJA

W ZAMOŚCIU

„Nawet z bardzo krętej drogi widać światło Boże”

Zaczął się czas, w którym ogromną uwagę chciałam zwrócić Wam moi Drodzy na obraz Jezusa Chrystusa w naszym sercu, a także na Jego obecność w codziennym życiu. Wielki Post jest okresem, w którym warto poświęcić nasz jakże doskonale zaplanowany co do minuty czas na refleksję, szczerą modlitwę, a także na podjecie walki z własnymi słabościami.

            Spróbuję odpowiedzieć najpierw na podstawowe pytanie, w którym zawarty jest cały sens mojego życia. Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Odpowiadając na to pytanie muszę cofnąć się do wczesnego dzieciństwa. Pamiętam jak tata siadał na rogu mojego łóżka, kładł swoją spracowaną dłoń na mojej głowie, odgarniając zgrabnie moje długie włosy, spływające po moich policzkach. Słuchałam wtedy słów, które płynęły z jego ust; słów, dzięki którym zakiełkowała dziecięca, szczera i czysta miłość do Jezusa. Opowiadał o Zbawicielu, o Jego męce, o Krzyżowej drodze na Golgotę, o śmierci na krzyżu – dla mnie, dla każdego, abyśmy mogli żyć wiecznie. Kiedy już zostawałam sama w pokoju, płynęły dziecięce łzy; łzy niezrozumienia i niesprawiedliwości.

             Trochę później, jako uczennica II klasy wchłaniałam ten temat szczególnie na lekcjach religii. Wieczorami w okresie Wielkiego Postu mój ojciec brał do ręki stary, pożółkły śpiewnik, siadał za stołem przy małej lampce i swoim miłym tenorem śpiewał pieśni o Męce Pańskiej. Z nieśmiałością stawałam za jego plecami i śpiewałam razem z nim. Tak odebrałam w wyobraźni pierwszy obraz Chrystusa – Chrystusa cierpiącego.

            Potem były inne obrazy. I tak przed kratami konfesjonału błagałam Chrystusa przemawiającego do Magdaleny: „Idź i nie grzesz więcej”. Błagałam, żeby mi wybaczył – jak jej – jak Magdalenie. Ile razy brałam udział w jakiejś zabawie, czy uroczystej kolacji, zawsze jawił się przede mną Chrystus w Kanie Galilejskiej. W kościele podczas niedzielnego kazania widziałam Chrystusa nauczającego. Przywoływałam Chrystusa czyniącego cuda, kiedy w życiu moim i moich bliskich pojawiało się cierpienie, rozpacz i zło.

            Chrystus! I ten w ułamku Chleba przyjmowany często do serca – przynoszący ogromną radość dla duszy. I ten Frasobliwy z kościoła św. Krzyża, w którego twarzy, łzach i ranach odczytać można ogrom miłości do człowieka. Ten Chrystus, przed którym błagałam razem z innymi i zostałam wysłuchana. Kochałam Chrystusa, który był dzieckiem, młodzieńcem, dorosłym nauczycielem. Kochałam Go, gdy nauczał, czynił cuda i gdy umierał. Kocham Go i teraz, kiedy sprawuje nade mną opiekę, podnosi z upadków, cieszy się moimi radościami. On szedł ze mną przez całe moje życie. – Czego chcesz ode mnie Panie? – pytałam nieraz, kiedy już nie mogłam udźwignąć swojego krzyża. Odpowiadał po bardzo długim czasie, ale odpowiadał wymownie. I pozostawał ze mną. Nie mogę zrozumieć, jak mogą żyć ludzie bez wiary. Czym żyją? Co im daje prawdziwą radość? Może chcą mieć wygodne życie, któremu przeszkadza wiara? Może nie są pewni? Gdyby nawet nie byli pewni – ci niby niewierzący – że jest Bóg, to równie pewni nie mogą być, że Go nie ma. Najczęściej przyjmują, że jest „Coś”. Więc siła? Idea? Jakże się boją, jak tchórzliwie boją się nazwać to „Coś” – Bogiem. Tymczasem Chrystus czeka. Ci, którzy obserwują życie, wiedzą, że nie czeka na próżno. Jedni wcześniej, drudzy później spotykają się z Chrystusem i odnajdują – nierzadko w końcowej fazie życia – pełnie szczęścia.

            Wszystkie moje dni tego życia staram się zbliżyć do Chrystusa, pozna Go jak najlepiej. Wielki Post jest czasem, w którym mamy możliwość poznać dokładnie, rozważać i  kontemplować cierpienie i śmierć Chrystusa; każdy Jego krok na drodze Krzyżowej, każdą kroplę krwi i potu, każdą Jego bolesną ranę. Ale mamy także okazję zobaczyć nadzieję i miłość, pomoc i współcierpienie, bezgraniczną ufność, trwanie i pokorę Jego bliskich. Z wielkim wzruszeniem przywołuje w sercu sceny, w których Weronika ociera Jezusowi twarz, kiedy Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż, kiedy Matka spotyka się z cierpiącym Synem. Jezus na drodze do naszego zbawienia nie był sam, mimo, że Jego cierpienia nikt nie mógł sobie wyobrazić. Przy Zbawicielu byli ludzie w czasie Jego męki, a podczas naszych cierpień teraz to On trwa przy nas.

            Bywały czasem myśli rozpaczy. Wtedy, nie umiejąc się modlić, wołałam krótko: Jezu, ufam Tobie! Te trzy słowa przywracały równowagę ducha. Dla mnie Jezus jest Tym, który wie, jak trudno jest zmienić świat i wszystko, co on nam niesie: rozczarowania, rozstania, choroby, śmierć. Musi wiedzieć, skoro umarł, żeby to wszystko przezwyciężyć i zesłać nam Ducha Pocieszyciela, by był dla nas Podporą.

            Chrystus to Krzyż – Krzyż to Chrystus. Kocham Chrystusa, więc kocham Krzyż. Jest ciężki i lekki. Ciężki na miarę ludzkich sił, ludzkiego pojęcia. Lekki, bo na Jego początku i końcu – Łaska.

A kim dla Ciebie jest Jezus Chrystus? Starajmy się moi Drodzy wykorzystać dany nam czas Wielkiego Postu. Jest to czas osobistej refleksji, kontemplacji Chrystusowego cierpienia, nawrócenia i pokuty. Otwórzmy nasze uszy na Jego słowa, nasze serca na Jego łaski, nasze rozumy na Jego naukę i pochwyćmy z dziecięcą delikatnością i ufnością Dłoń, którą w tym czasie szczególnie wyciąga dla nas w sakramencie Pokuty, aby uczynić nasze serca szczęśliwymi i wolnymi, naszą wiarę mocniejszą, a nasze życie lepszym.

 

 

                                                                                                              kcm

02 marca 2020

KOŚCIÓŁ REKTORALNY

REDEMPTORYSTÓW

św. MIKOŁAJA w ZAMOŚCIU